RYTUAŁ I WOLNOŚĆ

Peter J. Leithart

Niewiele rzeczy budzi taką niechęć wśród ewangelicznych chrześcijan jako rytualizm. Rytualizm był powodem degeneracji Kościoła w Średniowieczu. Rytualizm zabija życie w wielkich denominacjach. Rytualizm gasi ogień Ducha i spłyca pobożność.
 
Biblijni prorocy, w tym także Jezus, potępiali Żydów, kiedy ich życie zadawało kłam wyznaniu ich ust, kiedy świątynne nabożeństwo szło w niepamięć zaraz za progiem przybytku, kiedy Dom Boży stał się domem zbójców, kiedy ofiara stała się ważniejsza od posłuszeństwa (patrz: 1 Sm 15,22-23). Rytualizm pojawia się wtedy, gdy posłuszeństwo przepisom staje się głównym celem nabożeństwa; gdy nabożeństwo staje się sztuką dla sztuki. Rytualizm jest zły, a rytualiści pewnego dnia przekonają się, że Pan, którego rzekomo czcili, nigdy ich nie znał.
 
Niestety atak na rytualizm często staje się atakiem na wszelki rytuał, a przecież rytuał sam w sobie nie może być czymś złym, skoro Bóg ustanowił złożony system rytuałów w Izraelu. Izraelita musiał przejść przez tę samą serię czynności za każdym razem, gdy składał ofiarę. Każdego dnia rano i wieczorem kapłani składali ofiary całopalne, a jeden Dzień Pojednania wyglądał bardzo podobnie do pozostałych. Choć w Nowym Przymierzu nie zachowujemy tych rytuałów, to jednak Nowy Testament nie wypowiada się negatywnie o wszelkich rytuałach. Jak zauważył Augustyn, nasze rytuały są prostsze, jest ich mniej i łatwiej ich się nauczyć, a jednak wciąż są to rytuały.
 
Sprzeciw wobec rytuałów nie tylko ignoruje znaczne fragmenty Pisma Świętego, ale na dodatek realia codziennego życia. Rytuał bowiem jest wszechobecny. Zachowanie rytualne to po prostu uporządkowane postępowanie - zwyczajowe i rytmiczne. Pobudka o szóstej rano, prysznic, ciuchy, śniadanie, dojazd do pracy - i tak pięć dni w tygodniu. To już jest rytuał. Praca przez sześć dni tygodnia i odpoczynek siódmego - kolejny rytuał. Pakowanie prezentów w czerwono-zielony papier 24 grudnia - kolejny przykład rytualnego zachowania. Rytualne zachowanie jest jedyną alternatywą dla chaotycznego zachowania i nie powinno nas dziwić, że nasza wrogo nastawiona do rytuału kultura cechuje się znaczną przypadkowością.
 
Chciałbym zauważyć - wbrew opinii, według której rytuał jest wrogiem wolności - że jest dokładnie odwrotnie. Pewnie brzmi to jak paradoks, ale nim nie jest. Może pewni ludzie zastanawiają się, jak wiąże się sznurowadła, czesze włosy, pisze na klawiaturze, zmienia biegi, za każdym razem, kiedy mają to uczynić, ale takie zachowanie należy chyba określić jako patologiczne. Zazwyczaj mamy problem z zawiązaniem krawata, kiedy zaczynamy zastanawiać się, jak to zrobić. Wprawni tancerze nie muszą ciągle obliczać i uważać, jakie, gdzie i kiedy postawić kroki. Palce doświadczonego pianisty odnajdują właściwy dźwięk na klawiaturze bez pomocy mózgu. Człowiek, który dzięki ćwiczeniom i wprawie wie, co ma uczynić, jest wolnym człowiekiem. Ten, kto wciąż musi się zastanawiać, co zrobić, jest niewolnikiem.
 
Brytyjski pisarz i biograf, A. N. Wilson, w swojej powieści The Healing Art zawarł ilustrację, jak rytuał dostarcza kontekstu, w którym możemy cieszyć się wolnością w sytuacjach społecznych. Wilson opisuje spotkanie w pokoju profesorskim pewnego angielskiego kolegium. Po kolacji profesorowie zdejmują togi i zasiadają przy kominku, by rozpocząć ceremonię: „Młodszy kolega poruszając się jak lokaj roznosił owoce, czekoladki i ciasteczka; butelka z porto poruszała się rytmicznie od osoby do osoby; z boku czekały cygara, by trafić do ust po tym, jak napitki dwukrotnie okrążą pokój”.
 
Dwie główne postaci - Pamela Cowper, anglistka i mediewalistka, oraz John Brocklehurst, jej „platoniczny” przyjaciel i filozof - reagują całkowicie odmiennie na ten rytuał. Brocklehurst („z natury nierytualny”) obawia się popełnić faux pas - zwłaszcza kiedy pomyśli o sytuacjach, w których ktoś zapomniał podać karafkę lub znudzony opuścił (wbrew tradycji) pokój przed dyrektorem. Inaczej Pamela, na którą rytuał działał uspokajająco i wyzwalająco: „W tych spotkaniach rządzonych ustalonym porządkiem i etykietą było coś kojącego i dodającego otuchy, zwłaszcza kiedy przynajmniej z grubsza poznało się ich schemat, co pozwalało osiągnąć większy stopień wewnętrznego pokoju niż »przygodne« spotkania, w czasie których wszyscy zastanawiali się, co dalej”.
 
To samo można powiedzieć o nabożeństwie. W A Preface to Paradise Lost C. S. Lewis stwierdził, że postępowanie zgodne z rytuałem jest przejawem pokory, a nie próżności: „Współczesny zwyczaj odprawiania ceremonii w sposób nieceremonialny nie jest dowodem pokory - wskazuje raczej na niezdolność do zapomnienia o sobie w ceremonii”. Kiedy już nauczymy się zasad rządzących zachowaniem w towarzystwie, możemy poczuć się w nim swobodnie. Kiedy już nauczymy się choreografii nabożeństwa, możemy zatracić się w uwielbieniu.
 
Jako chrześcijanie nie powinniśmy się dziwić, że rytualne zachowanie jest dla człowieka czymś naturalnym. W końcu jesteśmy stworzeni na obraz Boga, którego pierwsze opisane w Biblii działanie nosi znamiona rytuału. Pierwszego dnia słyszymy: „Niech stanie się...” i „stało się...” oraz „i to było dobre”, a także „i nastał wieczór i poranek”. I tak przez sześć dni, kiedy Bóg ustanowił sabat i tym samym nadał rytualny charakter całemu tygodniowi. Od tej pory Bóg powtarza ten sam rytuał każdego dnia i tygodnia historii. Można nawet przyznać rację Chestertonowi, który napisał: „Być może Bóg każdego poranka mówi do słońca: Zrób to znowu; a wieczorem do księżyca: Zrób to jeszcze raz (...) Regularność zjawisk w przyrodzie nie może być jedynie zwykłą powtórką, lecz raczej teatralnym bisem”.
 
Tłum. B. Jarmulak. Artykuł ukazał się w Credenda Agenda 13/5. www.credenda.org
 
Powrót do: Home lub Czytelnia