Niewiele rzeczy budzi taką niechęć wśród ewangelicznych
chrześcijan jako rytualizm. Rytualizm był powodem degeneracji Kościoła
w Średniowieczu. Rytualizm zabija życie w wielkich denominacjach.
Rytualizm gasi ogień Ducha i spłyca pobożność.
Biblijni prorocy, w tym także Jezus, potępiali Żydów, kiedy ich
życie zadawało kłam wyznaniu ich ust, kiedy świątynne nabożeństwo szło
w niepamięć zaraz za progiem przybytku, kiedy Dom Boży stał się domem
zbójców, kiedy ofiara stała się ważniejsza od posłuszeństwa (patrz: 1
Sm 15,22-23). Rytualizm pojawia się wtedy, gdy posłuszeństwo przepisom
staje się głównym celem nabożeństwa; gdy nabożeństwo staje się sztuką
dla sztuki. Rytualizm jest zły, a rytualiści pewnego dnia przekonają
się, że Pan, którego rzekomo czcili, nigdy ich nie znał.
Niestety atak na rytualizm często staje się atakiem na wszelki
rytuał, a przecież rytuał sam w sobie nie może być czymś złym, skoro
Bóg ustanowił złożony system rytuałów w Izraelu. Izraelita musiał
przejść przez tę samą serię czynności za każdym razem, gdy składał
ofiarę. Każdego dnia rano i wieczorem kapłani składali ofiary
całopalne, a jeden Dzień Pojednania wyglądał bardzo podobnie do
pozostałych. Choć w Nowym Przymierzu nie zachowujemy tych rytuałów, to
jednak Nowy Testament nie wypowiada się negatywnie o wszelkich
rytuałach. Jak zauważył Augustyn, nasze rytuały są prostsze, jest ich
mniej i łatwiej ich się nauczyć, a jednak wciąż są to rytuały.
Sprzeciw wobec rytuałów nie tylko ignoruje znaczne fragmenty Pisma
Świętego, ale na dodatek realia codziennego życia. Rytuał bowiem jest
wszechobecny. Zachowanie rytualne to po prostu uporządkowane
postępowanie - zwyczajowe i rytmiczne. Pobudka o szóstej rano,
prysznic, ciuchy, śniadanie, dojazd do pracy - i tak pięć dni w
tygodniu. To już jest rytuał. Praca przez sześć dni tygodnia i
odpoczynek siódmego - kolejny rytuał. Pakowanie prezentów w
czerwono-zielony papier 24 grudnia - kolejny przykład rytualnego
zachowania. Rytualne zachowanie jest jedyną alternatywą dla
chaotycznego zachowania i nie powinno nas dziwić, że nasza wrogo
nastawiona do rytuału kultura cechuje się znaczną przypadkowością.
Chciałbym zauważyć - wbrew opinii, według której rytuał jest
wrogiem wolności - że jest dokładnie odwrotnie. Pewnie brzmi to jak
paradoks, ale nim nie jest. Może pewni ludzie zastanawiają się, jak
wiąże się sznurowadła, czesze włosy, pisze na klawiaturze, zmienia
biegi, za każdym razem, kiedy mają to uczynić, ale takie zachowanie
należy chyba określić jako patologiczne. Zazwyczaj mamy problem z
zawiązaniem krawata, kiedy zaczynamy zastanawiać się, jak to zrobić.
Wprawni tancerze nie muszą ciągle obliczać i uważać, jakie, gdzie i
kiedy postawić kroki. Palce doświadczonego pianisty odnajdują właściwy
dźwięk na klawiaturze bez pomocy mózgu. Człowiek, który dzięki
ćwiczeniom i wprawie wie, co ma uczynić, jest wolnym człowiekiem. Ten,
kto wciąż musi się zastanawiać, co zrobić, jest niewolnikiem.
Brytyjski pisarz i biograf, A. N. Wilson, w swojej powieści The
Healing Art zawarł ilustrację, jak rytuał dostarcza kontekstu, w którym
możemy cieszyć się wolnością w sytuacjach społecznych. Wilson opisuje
spotkanie w pokoju profesorskim pewnego angielskiego kolegium. Po
kolacji profesorowie zdejmują togi i zasiadają przy kominku, by
rozpocząć ceremonię: „Młodszy kolega poruszając się jak lokaj roznosił
owoce, czekoladki i ciasteczka; butelka z porto poruszała się
rytmicznie od osoby do osoby; z boku czekały cygara, by trafić do ust
po tym, jak napitki dwukrotnie okrążą pokój”.
Dwie główne postaci - Pamela Cowper, anglistka i mediewalistka,
oraz John Brocklehurst, jej „platoniczny” przyjaciel i filozof -
reagują całkowicie odmiennie na ten rytuał. Brocklehurst („z natury
nierytualny”) obawia się popełnić faux pas - zwłaszcza kiedy pomyśli o
sytuacjach, w których ktoś zapomniał podać karafkę lub znudzony opuścił
(wbrew tradycji) pokój przed dyrektorem. Inaczej Pamela, na którą
rytuał działał uspokajająco i wyzwalająco: „W tych spotkaniach
rządzonych ustalonym porządkiem i etykietą było coś kojącego i
dodającego otuchy, zwłaszcza kiedy przynajmniej z grubsza poznało się
ich schemat, co pozwalało osiągnąć większy stopień wewnętrznego pokoju
niż »przygodne« spotkania, w czasie których wszyscy zastanawiali się,
co dalej”.
To samo można powiedzieć o nabożeństwie. W A Preface to Paradise
Lost C. S. Lewis stwierdził, że postępowanie zgodne z rytuałem jest
przejawem pokory, a nie próżności: „Współczesny zwyczaj odprawiania
ceremonii w sposób nieceremonialny nie jest dowodem pokory - wskazuje
raczej na niezdolność do zapomnienia o sobie w ceremonii”. Kiedy już
nauczymy się zasad rządzących zachowaniem w towarzystwie, możemy poczuć
się w nim swobodnie. Kiedy już nauczymy się choreografii nabożeństwa,
możemy zatracić się w uwielbieniu.
Jako chrześcijanie nie powinniśmy się dziwić, że rytualne
zachowanie jest dla człowieka czymś naturalnym. W końcu jesteśmy
stworzeni na obraz Boga, którego pierwsze opisane w Biblii działanie
nosi znamiona rytuału. Pierwszego dnia słyszymy: „Niech stanie się...”
i „stało się...” oraz „i to było dobre”, a także „i nastał wieczór i
poranek”. I tak przez sześć dni, kiedy Bóg ustanowił sabat i tym samym
nadał rytualny charakter całemu tygodniowi. Od tej pory Bóg powtarza
ten sam rytuał każdego dnia i tygodnia historii. Można nawet przyznać
rację Chestertonowi, który napisał: „Być może Bóg każdego poranka mówi
do słońca: Zrób to znowu; a wieczorem do księżyca: Zrób to jeszcze raz
(...) Regularność zjawisk w przyrodzie nie może być jedynie zwykłą
powtórką, lecz raczej teatralnym bisem”.