|
PORAŻKA RACJONALIZMU
Ralph Allan Smith
Jak to się stało, że
Kartezjusz (1596-1650) zyskał tytuł "ojca nowoczesnej
filozofii"? Co różniło go od poprzedników? W. T.
Jones odpowiadając na te pytania, wskazuje na "wielkie
zaufanie, jakim Kartezjusz obdarzył ludzki rozum w poszukiwaniu
rozwiązania wszystkich problemów"[1]. Według Jonesa
Kartezjusz "będąc dzieckiem swej epoki, uważał, że
średniowieczne przymierze objawienia ze scholastyką musi zostać
zastąpione nowym, świeckim narzędziem, które zgodnie z
ówczesną tendencją nazwał 'rozumem'"[2]. Kartezjusz nie
był więc wyjątkiem. Postulat autonomiczności ludzkiego umysłu
cieszył się w jego czasach wielką popularnością. W świetle tego
można kwestionować prawo Kartezjusza do tytułu "ojca
nowoczesnej filozofii". Na pewno jednak Kartezjusz wyraził i
spopularyzował ideę, która odcisnęła głębokie piętno na
umyśle człowieka Zachodu.
Według Bertranda
Russella wkład Kartezjusza do filozofii oraz istotę jego
epistemologii najpełniej wyraża następujący cytat:
"Podczas gdy upieram się przypuszczać, że wszystko jest
fałszywe, koniecznym jest, abym ja, który to myślę, był
czymś; i spostrzegłszy, że ta prawda: myślę, więc jestem, jest
tak pewna i mocna, że wszystkie najjaskrawsze przypuszczenia
sceptyków nie zdolne są jej obalić, osądziłem, iż mogę
ją przyjąć bez skrupułu za pierwszą zasadę filozofii, której
szukałem"[3].
Russell wskazuje na
podstawowy problem z kartezjańskim "cogito". Kartezjusz
popełnił logiczny błąd. Kiedy powiedział "Ja myślę, więc
ja jestem", założył istnienie tego, co chciał udowodnić.
"Ja" we wniosku, to "ja", które znajduje
się w przesłance. Gdyby Kartezjusz prawdziwie wątpił w swoje
istnienie, to skąd wziąłby "ja" w słowach "ja
myślę"? Podążając za metodą systematycznego wątpienia,
Kartezjusz powinien był założyć, iż nie może wątpić w
myślenie. Jednak nie sposób wnioskować o własnym istnieniu,
wychodząc od założenia o własnym istnieniu.
Kartezjańska metoda rodzi wiele innych problemów.
Znów zwraca na nie uwagą Russell:
"Myślę, więc jestem, sprawia, że umysł jest pewniejszy niż
materia, a mój umysł (dla mnie) pewniejszy niż umysły
innych. Tak oto cała filozofia wywodząca się od Kartezjusza w
pewien sposób ciąży ku subiektywizmowi i ku uznaniu materii
za coś, co jest poznawalne jedynie, jeśli w ogóle, przez
wnioskowanie z tego, co wiadomo o umyśle. Te dwie skłonności
obecne są zarówno w kontynentalnym idealizmie, jak i
brytyjskim empiryzmie – w tym pierwszym w trybie tryumfalnym, a tym
drugim w trybie rezygnacji"[4].
Dalej Russell dodaje: "W
zasadzie cała filozofia nowożytna uznaje kartezjańskie podejście
do problemów filozoficznych, choć nie akceptuje
kartezjańskich rozwiązań"[5].
Ponieważ Kartezjusz
przyjął myślenie za niepodważalny fundament egzystencji (można
wątpić w ciało, lecz nie w myślenie), dlatego wprowadził
Zachodnią filozofię na drogę dualizmu i subjektywizmu. Choć
pierwotnym zamiarem było wydedukowanie wszystkiego z niezmiennego i
niepodważalnego punktu wyjścia, to jednak metoda systematycznego
wątpienia zrodziła poważny problem – rozpoczynając od pewności
i ostatecznego autorytetu ludzkiego umysłu, Zachodnia filozofia nie
była w stanie znaleźć nic pewnego poza ludzkim umysłem.
Również
spadkobiercy Kartezjusza skończyli porażką. Spinoza (1632-77)
dążył do szerszego rozwinięcia implikacji kartezjańskich założeń
i to nie tylko dotyczących ostatecznego charakteru ludzkiego
umysłu[6]. Chodziło także o stwierdzenie, że "wiedza
matematyczna daje wgląd w obiektywnie istniejącą rzeczywistość"[7].
Jednak wnioski, do jakich doszedł Spinoza, były jeszcze bardziej
problematyczne. Przyjmując geometrię za model filozofii oraz
posługując się definicjami i aksjomatami z nieugiętą logiką,
Spinoza doszedł do wniosku, że cała rzeczywistość stanowi jedno.
Konsekwentne zastosowanie kartezjańskich założeń doprowadziło
racjonalistyczną filozofię do monistycznej metafizyki Parmenidesa[8].
W filozofii Spinozy cała
rzeczywistość "wszystkim rządzi absolutna konieczność
logiczna. Nie istnieje nic takiego jak wolna wola w sferze umysłu
czy przypadek w świecie fizycznym. Wszystko, co się dzieje, jest
przejawem niezgłębionej natury Boga i jest logicznie niemożliwe,
aby zdarzenia były inne niż są"[9]. Wszechświat i wszystko,
co go napełnia, włączając w to człowieka, został zredukowany do
mechanicznych procesów. Takie są logiczne konsekwencje
założeń Kartezjusza, jednak niewielu chce pójść aż tak
daleko.
Europejski racjonalizm to
nie tylko Spinoza. Leibnitz (1647-1716) doszedł do innych wniosków,
wychodząc z tych samych założeń wstępnych. W przeciwieństwie do
monizmu Spinozy Leibnitz postulował radykalny pluralizm. Podstawowym
elementem w systemie Leibnitza była "monada", zdefiniowana
przez Jonesa jako "centrum psychicznej aktywności"[10]. Choć
szczegóły poglądów Leibnitza są wielce fascynujące,
to dla nas najważniejsze jest stwierdzenie, iż Leibnitz wychodząc
z tych samych kartezjańskich założeń co Spinoza, zaproponował
radykalnie odmienny model rzeczywistości. Co poszło nie tak?
Starożytni Grecy
argumentowali za monizmem lub atomizmem dokładnie tak, jak czynili
to europejscy racjonaliści. Co nie zadowalało Greków, to
okazało się mało satysfakcjonujące również we
współczesnej Europie. Nie znaczy to, że niczego się nie
nauczono od czasów Starożytności. Europejski racjonalizm
może poszczycić się błyskotliwymi dyskusjami i rzeczywistym
pogłębieniem wiedzy – np. Leibnitz razem z Newtonem odkrył
rachunek różniczkowy[11]. Jednak racjonalizm nie był w stanie
rozwiązać podstawowych problemów filozofii.
Dlaczego racjonalizm
okazał się porażką? Czy problemem był szczególny
charakter kartezjańskiego założenia? Brak oczywistego punktu
wyjścia? Po części tak. Czy problemem było to, iż wychodząc od
tych samych założeń, ludzie inaczej rozumują? Po części tak.
Jedno i drugie stanowi poważny problem. Kartezjusz nie znalazł
archimedesowego punktu podparcia, z którego mógłby
logicznie wyprowadzić wszelkie poznanie. Nawet gdyby ktoś dokonał
tego niemożliwego odkrycia, okazałoby się, że nie wszyscy
stworzyliby ten sam światopogląd wychodząc z tego samego mijsca.
Problemy filozofii są zbyt mnogie, a proces dedukcji zbyt zawodny,
by z konieczności doprowadzić do jednego, niezbitego wniosku.
Największym problemem
Kartezjusza było jego podstawowe twierdzenie, którego nigdy
nie poddał w wątpliwość: "Całkowite zaufanie w zdolność
ludzkiego intelektu do rozwiązania wszelkich problemów
ludzkości"[12]. Jeżeli ludzki umysł miałby stanowić
ostateczny punkt wyjścia, to musiałby dostarczyć absolutu, do
czego człowiek jako istota zależna nie jest zdolny. Ludzkie
poznanie jest zawsze poznaniem względnym, czego metoda
systematycznego wątpienia nie bierze pod uwagę.
Słabość ludzkiego
umysłu stanie się oczywista, kiedy zastanowimy się nad skutkami
konsekwentnego zastosowania kartezjańskiej metody. Kartezjusz
musiałby poddać w wątpliwość nie tylko zewnętrzny świat, ale
także słowa, przy pomocy których wyrażał swe myśli,
gramatykę, spójność doświadczenia itp., czego nigdy nie
uczynił. Gdyby rzeczywiście zastosował metodę systematycznego
wątpienia, musiałby zadowolić się czystym bełkotem. Jak
stwierdził Wittgenstein: "Gdybyś chciał poddać wszystko w
wątpliwość, nie mógłbyś nawet wątpić. Wątpienie
zakłada pewność"[13].
Kartezjusz najwyraźniej
zapomniał o tym, co oczywiste: "Dziecko uczy się, wierząc
dorosłym. Wiara poprzedza zwątpienie"[14]. Wiara stanowi
prawdziwy punkt wyjścia dla rozumowania. Pytanie: Jaka wiara?
Przypisy
1.W. T. Jones, A History
of Western Philosophy, vol. 3, s. 155
2.Tamże, s. 159
3.Cytat za: B. Russell,
Dzieje filozofii Zachodu, Warszawa 2000, s. 649
4.Tamże
5.Tamże, s. 650
6.Jones, s. 193
7.Tamże
8.Russell, s. 657
9.Tamże
10.Jones, s. 224
11.Tamże, s. 220
12.Tamże. S. 155
13.On Certainty, Oxford
1969, s. 18e
14.Tamże, s. 23e.
|