Należy przy tym podkreślić, że przymierzowe zrozumienie Pisma
św. w żaden sposób nie wyklucza osobistego wymiaru więzi z Bogiem.
Raczej go zakłada. Nie można przygotować dobrego omletu z popsutych
jajek. Podobnie nic, co napiszę w tym artykule, nie może być
potraktowane jako wyraz pogardy dla osobistej pobożności. Zauważmy
jednak, że indywidualistyczne podejście do sprawy nie wymaga zbiorowej
pobożności. Istnienie wszystkich jajek na świecie nie wymaga tego, by
zrobić z nich omlet. Zazwyczaj taki indywidualizm osadza się na
świadomym pomniejszaniu roli zinstytucjonalizowanego kościoła, co
przeczy nauczaniu Pisma św.
Kwestia indywidualizmu okazuje się bardzo ważna, kiedy
badamy, co Biblia mówi o społecznym wielbieniu Boga. Często bowiem
zapominamy o kontekście, w jakim zostały wypowiedziane znane nam
wszystkim słowa. Jeśli jednak pamiętamy o kontekście przymierza, w
jakim zostały umieszczone, wtedy przesłanie Pisma św. staje się jasne.
Jesteśmy pouczeni, że publiczne wielbienie Boga jest o wiele ważniejsze
od prywatnych praktyk religijnych. "Bramy Syjonu miłuje Pan bardziej
niż wszystkie siedziby Jakuba. Chwalebne rzeczy mówi o tobie, Miasto
Boże." (Ps. 37:2-3). Każde oddane Bogu serce pragnie publicznie
wywyższać Jego imię – im więcej publiczności, tym lepiej. "Głoście
wśród narodów chwałę Jego, wśród wszystkich ludów cuda Jego!" (Ps.
96:3). Czymś jak najbardziej naturalnym dla wierzących jest gromadzenie
się dla wspólnego wielbienia Boga. "Pójdźcie, pokłońmy i padnijmy na
twarz! Klęknijmy przed Panem, który nas uczynił!" (Ps. 95:6).
"Wysławiajcie Pana ze mną. Wywyższajmy wspólnie imię Jego!" (Ps. 34:4).
Nabożeństwo ma zatem przede wszystkim wspólnotowy charakter.
"Będę opowiadał imię Twoje braciom moim, będę Cię chwalił pośród
zgromadzenia.(...) Od Ciebie pochodzi moja pieśń pochwalna w wielkim
zgromadzeniu. Śluby moje spełnię wobec tych, którzy się Ciebie boją."
(Ps. 22:23, 26). Asaf starał się zrozumieć Boże działanie, lecz został
pouczony, kiedy udał się do świątyni (Ps. 73:17, BG).
Po zwycięstwie nad zwierzchnościami i władzami Chrystus,
zwyczajem starożytnych królów i generałów, rozdał ludowi dary, aby
Kościół wzrastał "do męskiej doskonałości". Dla realizacji tego celu
ustanowił publicznych urzędników (Ef. 4:11-14). Wczesny Kościół był
napełniany Duchem św. podczas wspólnych zgromadzeń (Dz. 4:31).
Przybytek Boży zawsze jest miły tym, którym przebaczono (Ps. 84:2).
Jeden dzień w przedsionkach Bożych jest lepszy niż gdzie indziej tysiąc
(Ps. 84:11). Bóg pozwala nam gromadzić się w nich co siedem dni (3Mj.
23:3). Człowiek, który ufa Bogu i wierzy w Jego obietnice, jest
błogosławiony (Ps. 84:13). Czego najbardziej pragnie człowiek
bogobojny? Aby mógł mieszkać w domu Pana (Ps. 27:4). Nie są to tylko
pozostałości po starotestamentowej pobożności. Jak mówi prorok,
przyjdzie czas, kiedy mieszkańcy jednego miasta zachęcać będą swoich
sąsiadów z innego miasta do wspólnego wielbienia Boga – "Ja także
pójdę!" (Zach. 8:20-21).
Jako chrześcijanie mamy szczególny przywilej wstępowania do
nieba podczas niedzielnego nabożeństwa. To podniesienie następuje wraz
z wezwaniem do wielbienia Boga. Kiedy Jan popadł w zachwycenie w Dniu
Pańskim, został pochwycony do nieba (Obj. 1:10). To samo spotyka nas
pierwszego dnia tygodnia: "I wzniósł się z ręki anioła dym z kadzideł z
modlitwami świętych przed Boga" (Obj. 8:4).
Paweł napisał do Efezjan, że znajdują się w dwóch miejscach.
Pierwsze to oczywiście Efez (Ef. 1:1). Jednak to o drugim miejscu pisze
o wiele więcej. Znajdują się w Chrystusie, który z kolei zasiada po
prawicy Ojca w niebie.
Zgodnie z tym, co napisał Paweł, zostaliśmy wespół z Chrystusem
ukrzyżowani, wzbudzeni z martwych i posadzeni "w okręgach niebieskich w
Chrystusie Jezusie" (Ef. 2:5-6). Kiedy czytamy te wiersze, często
nadajemy im indywidualny wymiar. Udajemy się do nieba w naszych
osobistych modlitwach i rzadko zastanawiamy się, czy oprócz nas ktoś
tam jeszcze jest.
Dlaczego nie wolno zapominać o wspólnych zgromadzeniach (Hbr.
10:25)? Często odczytujemy te słowa jako napomnienie, by "chodzić do
kościoła". Oczywiście, chodzi również o to. Nie zapominajmy jednak o
tym, że mamy udawać się "do kościoła" z biblijnym stanem umysłu i
ducha. Chodzi zatem o to, byśmy nie zapominali o tym, by udać się na
nabożeństwo do nieba. Wyraźnie wskazuje na to kontekst. Z odwagą mamy
wstępować do Miejsca Najświętszego (10:19). Jak święte jest to miejsce?
Mając tę odwagę, mamy razem wejść ze szczerym sercem (10:22). Kiedy to
czynimy? Podczas sabatniego odpoczynku, który pozostaje dla ludu Bożego
(4:9), czyli w Dniu Pańskim. Bóg stworzył niebo i ziemię w ciągu
sześciu dni i poświęcił dzień siódmy jako dzień świętego odpoczynku.
Jedynym powodem dla zmiany tego dnia może być stworzenie nowego nieba i
nowej ziemi, w których mieszka sprawiedliwość. Mamy więc nowy sabat, bo
mamy nowe stworzenie. Stare przeminęło. Jak Bóg odpoczął po dokonaniu
pierwszego stworzenia, tak i Chrystus odpoczął po dokonaniu nowego
stworzenia (4:10). To dlatego wciąż świętujemy sabat i przywilej
wstępowania do niebieskiego odpoczynku.
Podczas publicznego nabożeństwa nie podchodzimy do góry,
której można dotknąć (12:28), ale do niebieskiej góry Syjon. Co się
dzieje, kiedy jakiś mały zbór w lichym kościółku na końcu świata zbiera
się na nabożeństwo? Na wezwanie do wielbienia Boga wierni udają się do
Miasta Boga, niebieskiego Jeruzalem. Przechadzają się pośród
niezliczonej rzeszy aniołów (12:22). Stają w zgromadzeniu Kościoła
powszechnego i przychodzą przed oblicze Boga (12:23). Pismo św. mówi,
że świadomość tego powinna nami wstrząsnąć – powinniśmy zacząć zabiegać
o nasze zbawienie z bojaźnią i z drżeniem (Flp. 2:12). Kiedy
zrozumiemy, co się dzieje podczas nabożeństwa, zostaniemy uzdrowieni z
nonszalancji. Ponieważ mamy królestwo niewzruszone, potrzebujemy łaski,
by służyć (wielbić) Bogu "z nabożnym szacunkiem i bojaźnią" (Hbr.
12:28).
Bojaźń Boża powinna prowadzić nas do pytania, jak Bóg chce,
byśmy się do Niego zbliżali. Jakie elementy winno zawierać nabożeństwo,
podczas którego co tydzień odnawiamy przymierze z Bogiem? Najpierw
jednak pewna uwaga na temat "odnawiania". Nie odnawiamy przemierza z
Bogiem, bo grozi mu wygaśnięcie. Odnawiamy je ponieważ jest naszym
życiem. Odnawiamy przymierze podczas nabożeństwa w sposób podobny do
tego, jak odnawiamy nasze ciało jedzeniem lub małżeństwo współżyciem.
W Starym Testamencie widzimy, że ofiary ustanowione przez Boga
składane były w określonym porządku. Miało to ważne przyczyny. Trzy
ofiary, kiedy były składane razem, tworzyły stałą sekwencję (3Mj. 9;
2Krn. 29:20-36). Najpierw była ofiara za grzech (3Mj. 17). Następnie
ofiara wstępująca, często błędnie tłumaczona jako "całopalna" (3Mj.
16:24-25). Trzecią była ofiara pokoju (5Mj. 12:17-19). Ofiara za grzech
uprawniała osobę do stawienia się przed Bogiem. W drugiej wierny
wznosił się do Boga w dymie ofiary, która w całości była spalana na
ołtarzu. Ofiara pokoju była zapewnieniem o przyjęciu wiernego przez
Boga oraz o tym, że Bóg chce zasiąść z nim do wspólnego posiłku.
Wiemy, że w Nowym Testamencie ofiary ze zwierząt zostały
zastąpione złożoną raz na zawsze ofiarą Chrystusa na krzyżu (Hbr.
9:12). Jednak starotestamentowy język ofiarniczy wciąż się pojawia.
Możemy stwierdzić, że starotestamentowe schematy stały się podstawą dla
nowotestamentowego nabożeństwa. Tak więc Biblia daj nam wzór do
naśladowania. Najpierw na nabożeństwie wyznajemy nasze grzechy, co
koresponduje z ofiarą za grzech. Następnie ofiarujemy siebie Bogu bez
wahania i zastrzeżeń, co koresponduje z ofiarą wstępującą. Następnie
zasiadamy do Stołu Pańskiego, co koresponduje z ofiarą pokoju.
Nabożeństwo rozpoczyna się wezwaniem do wielbienia Boga, a kończy
błogosławieństwem, które jest wysłaniem wiernych w świat do służby Bogu
(Rz. 12:1-2).
Powyższy schemat może znaleźć wiele sposobów wyrazu, jednak
powinniśmy pamiętać o tym, by nadać naszemu nabożeństwu, które jest
uroczystością odnowienia przymierza, porządek oparty na biblijnych
wzorcach. W naszym kościele mamy najpierw wezwanie do wielbienia Boga,
które zawiera w sobie modlitwę wychwalającą oraz wspólne śpiewanie
Gloria in Excelsis. Następnie przychodzi czas na wyznanie grzechów,
które obejmuje wezwanie, modlitwę, zapewnienie przebaczenia i wspólny
śpiew dziękczynny. Kolejnym punktem jest poświęcenie. W tej części
jest: czytanie Pisma św., modlitwa zboru (prośby i podziękowania),
kazanie i pieśń dziękczynna. Na zakończenie zbierana jest ofiara.
Później przechodzi czas komunii, kiedy spożywamy Wieczerzę Pańską. Jako
ostatni element nabożeństwa następuje rozesłanie, kiedy zbór śpiewa
Gloria Patri i otrzymuje końcowe błogosławieństwo. Jak zwykle obietnice
Boże okazują się prawdziwe: "Ja, Pan, jestem Bogiem twoim, który cię
wywiódł z ziemi egipskiej. Otwórz szeroko usta, a napełnię je!" (Ps.
81:11).
To wszystko jest tak godne pochwały – dlaczego ktoś chciałby
robić coś innego? "Uradowałem się, gdy mi powiedziano: Do domu Pana
pójdziemy!" (Ps. 122:1). Niestety żyjemy w upadłym świecie.
Nieporównanie łatwiej jest pozwolić, by ogród zarósł chwastami niż
uprawiać go i pielęgnować. Podstawowa zasada przedstawiona w Bożym
Słowie odnosi się również do nabożeństwa: "Leniwa ręka prowadzi do
nędzy, lecz ręka pracowitych ubogaca" (Prz. 10:4). Nasze nabożeństwa są
wyświechtane, bo my jesteśmy leniwi i nie chce nam się badać Pisma św.,
by zobaczyć, co Bóg mówi o sposobie, w jaki mamy się do Niego zbliżać.
Między innymi musimy zbliżać się do Niego pracowicie. Bo On "nagradza
tych, którzy Go szukają" (Hbr. 11:6).
Reformacja Kościoła wymaga zreformowania nabożeństwa, a czas
nagli. Lecz kiedy "Pan odbuduje Syjon, ukaże się w chwale swojej" (Ps.
102:17).
Nie cieszymy się mniejszymi przywilejami niż nasi
starotestamentowi bracia. Nasze miejsce wielbienia Boga jest "pięknie
wzniesioną rozkoszą całej ziemi" (Ps. 48:3). Jest tak jednak tylko
wtedy, gdy rozumiemy naturę Boga. Rozmyślamy o Jego łaskawości, ale
czynimy to w Jego świątyni (Ps. 48:10).
Tłum. B. Jarmulak. Artykuł ukazał się w "Credenda Agenda" vol. 14 nr 3. www.credenda.org