"Ceremoniale, bożku, czymże jesteś?", zapytał Henryk V, kiedy
obchodził obóz Anglików pod Agnicourt. W odpowiedzi stwierdził, że
ceremonia jest niczym i wszystkim. Jest niczym w tym sensie, że nie
gwarantuje tego, iż król będzie dobrze rządził. W przeciwieństwie do
francuskiej mitologii królewskiego namaszczenia (a wszystko, co czynił
Henryk, stało w przeciwieństwie do tego, co francuskie) Henryk
wiedział, że koronacja nie udzieli mu mocy uzdrowienia każdego kolana,
które się przed nim zegnie. Z drugiej strony ceremonia była wszystkim.
Jak wykazał to Ernst Kantorowicz w Dwóch ciałach króla to właśnie
ceremonia namaszczenia utożsamiała króla z Królem. Ta ceremonia
zapewniała, że troski angielskiego ludu, ich dzieci i ich grzechy
spoczną na królu. Ceremonia gwarantowała Henrykowi coś więcej niż tylko
nieprzespane noce.
Szekspir nie pierwszy snuł rozważania nad dziwnym "wszystko i nic"
cechującym rytuały. Wiele dysput w czasach Reformacji dotyczyło właśnie
tego tematu. Ostatnio ukazały się nowe opracowania poszerzające nasze
zrozumienie rytuałów, np. The Ritual Process Victora Tutnera, Culture
and Communication Edmunda Leacha, a także liczne prace Mary Douglas.
Również bibliści zaczęli używać antropologiczne koncepcje dla opisania
systemu ofiarniczego w starożytnym Izraelu. Choć studia antropologiczne
rzucają cenne światło na ceremonie opisane w Biblii, to jednak musimy
pamiętać, że nauki społecznie nie działają z deklarowanym
obiektywizmem. Kiedy o tym zapominamy, wtedy ryzykujemy nałożenie
obcych kategorii na Pismo, co w ostatecznym rozrachunku więcej
zaciemnia niż rozjaśnia.
Uważam, że Biblia przedstawia takie rozumienie rytuału, które
rzuca wyzwanie wielu twierdzeniom antropologów. Rytuał jest na przykład
powszechnie zaliczany do kategorii komunikacji. Musimy jednak zachować
czujność wobec imperialistycznych zakus takich meta-pojęć
postmodernistycznej teorii jak "dyskurs", "tekst" lub "komunikacja".
Nie wystarczają one bowiem do dokładnego opisania złożonej
rzeczywistości, choć na pewno są w stanie uchwycić pewne jej elementy.
W Biblii rytuał zdaje się być co najmniej narzędziem komunikacji.
Nabożeństwo odbywa się "przed obliczem Boga". Tłuszcz i wnętrzności
zwierząt są podnoszone do nieba, by wskazać na źródło wszelkich dobrych
darów. Krew skrapia tron Boga w Miejscu Najświętszym. Dym unosi się
jako przyjemny zapach dla Boga. Wszystko wskazuje na to, że rytuał jest
sposobem na powiedzenie lub raczej pokazanie czegoś Bogu. Moglibyśmy
rzec, że rytuał jest odegraną modlitwą.
Jednak antropolodzy odmówiliby rytuałom roli modlitwy. Wielu z
nich powiedziałoby, że rytuał jest jednostronną komunikacją wymierzoną
w pustkę. Osoby angażujące się w rytuały wierzą (biedne, zwiedzione
dusze), że komunikują się z bóstwem, ale antropologowie (potrafiący
korzystać z energii elektrycznej!) wiedzą, że żadne bóstwo nie
istnieje. W najlepszym wypadku rytuał jest monologiem mającym na celu
wzmocnienie istniejącego systemu społecznego. Ponadto antropolodzy
zakładają równość wszystkich rytuałów, ponieważ nie istnieje Bóg, który
mówi ludziom, jak mają się zachowywać przed Jego tronem. "Równe" znaczy
tu równie dziwne i równie nieskuteczne.
Biblijne spojrzenie na rytuał wychodzi z odmiennego założenia, a
mianowicie z tego, że istnieje trójjedyny Bóg, który objawił się w
Piśmie. Jest Bóg, który powiedział ludziom, co mu się podoba. Można
zatem rozróżnić między prawdziwymi i fałszywymi rytuałami, rytuałami
ustanowionymi przez Boga i ustanowionymi przez nieposłusznego
człowieka. III Mojżeszowa 7,1 pokazuje, że to rozróżnienie jest obecne
i ważne w biblijnej nauce o rytuałach. Rozdział mówiący o ofierze
pokutnej (zadośćuczynienia) rozpoczyna się od słów: "A takie jest prawo
dotyczące ofiary pokutnej". To znaczy, że mówi się tu o przykazanym
rytuale, dlatego odprawianie tego rytuały jest posłuszeństwem Prawu, a
posłuszeństwo Prawu podoba się Bogu. Z drugiej strony Biblia wyraźnie
zabrania innych rytuałów (wróżb, ofiar z dzieci, itd.). Nie wszystkie
rytuały są więc równe. Niektóre sprawiają, że Bóg "wymiotuje" lud z
kraju, podczas gdy inne są dla Niego smacznym "posiłkiem", zapachem
miłym dla Jego nozdrzy.
Biblia przyjmuje też za oczywistość to, że wszystkie rytuały
dzieją się przed obliczem Boga. Nigdy nie mówimy w próżnię. Nie mówimy
też w pierwszej kolejności do siebie samych lub do innych ludzi. Zawsze
pokazujemy coś Bogu. Nawet te rytuały, które budzą w Bogu odrazę,
odbywają się w Jego obecności. Ślub dwóch homoseksualistów ma miejsce w
obecności Boga i komunikuje Mu coś, a mianowicie bunt i pogardę.
Mówimy więc o trzeciej kategoriach rytuałów, które nie są ani
nakazane, ani zakazane. Do takich należał średniowieczny zwyczaj
namaszczania króla podczas koronacji. Był to jednak adekwatny symbol
Ducha mądrości i mocy, który, według życzeń poddanych, miał napełnić i
kierować królem. I sądzę, że Bóg brał pod uwagę takie ceremonie,
zwłaszcza gdy towarzyszyły im śluby wierności trójjedynemu Bogu, i
czynił "namaszczonego" króla, który stawał się "chrystusem",
odpowiedzialnym za jego postępowanie w nowej roli. Dzisiaj moglibyśmy
porównać to do zaprzysiężenia prezydenta, które też nie jest rytuałem
przykazanym przez Boga ani tak znaczącym jak chrzest lub Wieczerza
Pańska, niemniej jednak możemy być pewni, że nie pozostaje niezauważony
w Niebie.
Dużo wyjaśnia tu biblijne pojęcie "pamiątki". James Jordan
wielokrotnie podkreślał, że w Biblii pamiątka jest tym, co przypomina
Bogu o warunkach przymierza (np. tęcza). Jordan wnioskuje z tego, że
starotestamentowe ofiary były "pamiątkami" nadchodzącego Mesjasza
skutecznymi właśnie dlatego, że przypominały Ojcu o przyszłym
odkupieniu, którego miał dokonać Syn. Jordan sugeruje też, że
Eucharystia jest pamiątką Chrystusa w tym samym sensie – Kościół
przedstawia Ojcu znaki ofiary złożonej przez Chrystusa raz na zawsze,
by przypomnieć Mu o przymierzu i zawartych w nim obietnicach, że Bóg
będzie Bogiem naszym i naszych dzieci na wieki.
Wracając do Henryka i jego rozważań, można stwierdzić, że
namaszczenie króla jest stałym przypomnieniem dla Boga, kto jest królem
i czego się od niego oczekuje. Korona ciążyła Henrykowi właśnie
dlatego, że wiedział, iż Bóg wie, kto ją nosi. Z tego powodu Henryk
choć nie poczuł żadnej magicznej mocy oleju przenikającej jego ciało
lub umysł, uświadomił sobie, że po ceremonii namaszczenia stał się
nowym człowiekiem.