KULT I KOMUNIKACJA

Peter J. Leithart

"Ceremoniale, bożku, czymże jesteś?", zapytał Henryk V, kiedy obchodził obóz Anglików pod Agnicourt. W odpowiedzi stwierdził, że ceremonia jest niczym i wszystkim. Jest niczym w tym sensie, że nie gwarantuje tego, iż król będzie dobrze rządził. W przeciwieństwie do francuskiej mitologii królewskiego namaszczenia (a wszystko, co czynił Henryk, stało w przeciwieństwie do tego, co francuskie) Henryk wiedział, że koronacja nie udzieli mu mocy uzdrowienia każdego kolana, które się przed nim zegnie. Z drugiej strony ceremonia była wszystkim. Jak wykazał to Ernst Kantorowicz w Dwóch ciałach króla to właśnie ceremonia namaszczenia utożsamiała króla z Królem. Ta ceremonia zapewniała, że troski angielskiego ludu, ich dzieci i ich grzechy spoczną na królu. Ceremonia gwarantowała Henrykowi coś więcej niż tylko nieprzespane noce.
 
Szekspir nie pierwszy snuł rozważania nad dziwnym "wszystko i nic" cechującym rytuały. Wiele dysput w czasach Reformacji dotyczyło właśnie tego tematu. Ostatnio ukazały się nowe opracowania poszerzające nasze zrozumienie rytuałów, np. The Ritual Process Victora Tutnera, Culture and Communication Edmunda Leacha, a także liczne prace Mary Douglas. Również bibliści zaczęli używać antropologiczne koncepcje dla opisania systemu ofiarniczego w starożytnym Izraelu. Choć studia antropologiczne rzucają cenne światło na ceremonie opisane w Biblii, to jednak musimy pamiętać, że nauki społecznie nie działają z deklarowanym obiektywizmem. Kiedy o tym zapominamy, wtedy ryzykujemy nałożenie obcych kategorii na Pismo, co w ostatecznym rozrachunku więcej zaciemnia niż rozjaśnia.
 
Uważam, że Biblia przedstawia takie rozumienie rytuału, które rzuca wyzwanie wielu twierdzeniom antropologów. Rytuał jest na przykład powszechnie zaliczany do kategorii komunikacji. Musimy jednak zachować czujność wobec imperialistycznych zakus takich meta-pojęć postmodernistycznej teorii jak "dyskurs", "tekst" lub "komunikacja". Nie wystarczają one bowiem do dokładnego opisania złożonej rzeczywistości, choć na pewno są w stanie uchwycić pewne jej elementy.
 
W Biblii rytuał zdaje się być co najmniej narzędziem komunikacji. Nabożeństwo odbywa się "przed obliczem Boga". Tłuszcz i wnętrzności zwierząt są podnoszone do nieba, by wskazać na źródło wszelkich dobrych darów. Krew skrapia tron Boga w Miejscu Najświętszym. Dym unosi się jako przyjemny zapach dla Boga. Wszystko wskazuje na to, że rytuał jest sposobem na powiedzenie lub raczej pokazanie czegoś Bogu. Moglibyśmy rzec, że rytuał jest odegraną modlitwą.
 
Jednak antropolodzy odmówiliby rytuałom roli modlitwy. Wielu z nich powiedziałoby, że rytuał jest jednostronną komunikacją wymierzoną w pustkę. Osoby angażujące się w rytuały wierzą (biedne, zwiedzione dusze), że komunikują się z bóstwem, ale antropologowie (potrafiący korzystać z energii elektrycznej!) wiedzą, że żadne bóstwo nie istnieje. W najlepszym wypadku rytuał jest monologiem mającym na celu wzmocnienie istniejącego systemu społecznego. Ponadto antropolodzy zakładają równość wszystkich rytuałów, ponieważ nie istnieje Bóg, który mówi ludziom, jak mają się zachowywać przed Jego tronem. "Równe" znaczy tu równie dziwne i równie nieskuteczne.
 
Biblijne spojrzenie na rytuał wychodzi z odmiennego założenia, a mianowicie z tego, że istnieje trójjedyny Bóg, który objawił się w Piśmie. Jest Bóg, który powiedział ludziom, co mu się podoba. Można zatem rozróżnić między prawdziwymi i fałszywymi rytuałami, rytuałami ustanowionymi przez Boga i ustanowionymi przez nieposłusznego człowieka. III Mojżeszowa 7,1 pokazuje, że to rozróżnienie jest obecne i ważne w biblijnej nauce o rytuałach. Rozdział mówiący o ofierze pokutnej (zadośćuczynienia) rozpoczyna się od słów: "A takie jest prawo dotyczące ofiary pokutnej". To znaczy, że mówi się tu o przykazanym rytuale, dlatego odprawianie tego rytuały jest posłuszeństwem Prawu, a posłuszeństwo Prawu podoba się Bogu. Z drugiej strony Biblia wyraźnie zabrania innych rytuałów (wróżb, ofiar z dzieci, itd.). Nie wszystkie rytuały są więc równe. Niektóre sprawiają, że Bóg "wymiotuje" lud z kraju, podczas gdy inne są dla Niego smacznym "posiłkiem", zapachem miłym dla Jego nozdrzy.
 
Biblia przyjmuje też za oczywistość to, że wszystkie rytuały dzieją się przed obliczem Boga. Nigdy nie mówimy w próżnię. Nie mówimy też w pierwszej kolejności do siebie samych lub do innych ludzi. Zawsze pokazujemy coś Bogu. Nawet te rytuały, które budzą w Bogu odrazę, odbywają się w Jego obecności. Ślub dwóch homoseksualistów ma miejsce w obecności Boga i komunikuje Mu coś, a mianowicie bunt i pogardę.
 
Mówimy więc o trzeciej kategoriach rytuałów, które nie są ani nakazane, ani zakazane. Do takich należał średniowieczny zwyczaj namaszczania króla podczas koronacji. Był to jednak adekwatny symbol Ducha mądrości i mocy, który, według życzeń poddanych, miał napełnić i kierować królem. I sądzę, że Bóg brał pod uwagę takie ceremonie, zwłaszcza gdy towarzyszyły im śluby wierności trójjedynemu Bogu, i czynił "namaszczonego" króla, który stawał się "chrystusem", odpowiedzialnym za jego postępowanie w nowej roli. Dzisiaj moglibyśmy porównać to do zaprzysiężenia prezydenta, które też nie jest rytuałem przykazanym przez Boga ani tak znaczącym jak chrzest lub Wieczerza Pańska, niemniej jednak możemy być pewni, że nie pozostaje niezauważony w Niebie.
 
Dużo wyjaśnia tu biblijne pojęcie "pamiątki". James Jordan wielokrotnie podkreślał, że w Biblii pamiątka jest tym, co przypomina Bogu o warunkach przymierza (np. tęcza). Jordan wnioskuje z tego, że starotestamentowe ofiary były "pamiątkami" nadchodzącego Mesjasza skutecznymi właśnie dlatego, że przypominały Ojcu o przyszłym odkupieniu, którego miał dokonać Syn. Jordan sugeruje też, że Eucharystia jest pamiątką Chrystusa w tym samym sensie – Kościół przedstawia Ojcu znaki ofiary złożonej przez Chrystusa raz na zawsze, by przypomnieć Mu o przymierzu i zawartych w nim obietnicach, że Bóg będzie Bogiem naszym i naszych dzieci na wieki.
 
Wracając do Henryka i jego rozważań, można stwierdzić, że namaszczenie króla jest stałym przypomnieniem dla Boga, kto jest królem i czego się od niego oczekuje. Korona ciążyła Henrykowi właśnie dlatego, że wiedział, iż Bóg wie, kto ją nosi. Z tego powodu Henryk choć nie poczuł żadnej magicznej mocy oleju przenikającej jego ciało lub umysł, uświadomił sobie, że po ceremonii namaszczenia stał się nowym człowiekiem.
 
Tłum. B. Jarmulak. Artykuł ukazał się w Biblical Horizons nr 30/1993. www.biblicalhorizons.com
  
 Powrót do: Home lub Czytelnia