|
PRAKTYCZNE IMPLIKACJE KALWINIZMU
A. N. Martin
Doświadczenie Boga
B. B.
Warfield opisuje kalwinizm jako "widok Bożego majestatu, który przenika
całe życie i doświadczenie." W szczególności kiedy mówimy o doktrynie
zbawienia, kalwinizm streszcza się w trzech słowach: Bóg zbawia
grzeszników. Jednakże Bóg nie pozostawia nas nigdy z samymi doktrynami
podanymi w Piśmie Świętym. Jego celem jest, aby prawda, którą objawia
swemu ludowi, zmieniała życie. Dlatego kiedy czytamy List do Efezjan,
zauważamy, że po pierwszych trzech rozdziałach, wórych Paweł prezentuje
bardzo doniosłe doktryny, następują kolejne trzy rozdziały, w których
przedstawione jest praktyczne zastosowanie tychże doktryn. Bóg dał nam
doktryny nie tylko po to, by przekazać teoretyczną wiedzę, ale by
zmienić nasze życie. Lecz zanim doktryna wpłynie na życie człowieka,
musi najpierw zostać zrozumiana. I tak Boża prawda jest skierowana do
naszego umysłu, w którym działa Boży Duch mądrości i poznania. On nie
oświeca naszego umysłu jedynie po to, aby szare komórki zostały
zapełnione informacją. Bóg zwraca się do nas po to, aby zmienić nasze
życie.
Jakie jest
zatem znaczenie kalwinizmu dla człowieka osobiście zarówno wżyciu, jak
i służbie? Pisząc "osobiście", mam na myśli twój własny stosunek do
Boga bez odniesienia do twojej służby. Owszem, nie możemy całkowicie
oddzielić tych sfer. Mówi się przecież, że "życie sługi jest jego
służbą". Nie można oddzielić tego, kim się jest, od tego, co się robi.
Nie można oddzielić wpływu, jaki wywiera prawda na twoją osobistą więź
z Bogiem, od wpływu, jaki wywiera na twoją służbę. Dokonuję tego
podziału tylko po to, aby uwypuklić pewne zasady, nie twierdzę zaś, że
te dwie sfery są od siebie odseparowane.
Zadaję więc
pytanie, jakie znaczenie ma kalwinizm jako wizja Bożego majestatu i
zbawiającej prawdy Pisma Świętego w życiu każdego z nas? W poszukiwaniu
odpowiedzi zwróćmy się do zasady, którą B.. Warfield nazywa
"kształtującą zasadą kalwinizmu". Napisał on, że "wszystko zaczyna się
od dostrzeżenia Boga w Jego majestacie. Towarzyszy temu przejmująca
świadomość tego, co to znaczy, być Bożym stworzeniem, a w szczególności
grzesznym stworzeniem. Kalwinista to człowiek, który zobaczywszy Boga w
Jego chwale, przepełniony jest z jednej strony poczuciem własnej
znikomości jako stworzenia, a tym bardziej jako grzesznika, a z drugiej
strony zapierającym dech w piersi zachwytem, że ten oto Bóg jest
Bogiem, który przyjmuje grzeszników. Ten, kto bez zastrzeżeń wierzy w
Boga i, że to Bóg jest Panem wszystkich jego myśli, uczuć iń - we
wszelkich sferach jego życia - jest, siłą rzeczy i logiki, kalwinistą."
Zwróćmy
uwagę na to, że kiedy B. B. Warfield definiuje takie pojęcia jak
"kalwinizm" i "kalwinista", używa słów ściśle związanych ze sferą
doświadczeń. Słowa "postrzegać" i "świadomość" odnoszą się w pierwszej
kolejności do intelektu, choć nie ograniczają się do niego. Ale w
stwierdzeniach: "ujrzeć Boga", "zostać napełnionym poczuciem własnej
małości", "myśląc, czując i pragnąc", "zachwyt pełen uwielbienia",
wyraźnie widzimy, że opisują one doświadczenia. Innymi słowy, Warfield
mówi, że nie może nazywać się kalwinistą ani biblijnie wierzącym lub
też prawdziwie religijnym czy ewangelicznym ten, kto w sposób nie
doświadczył Boga. To znaczy, że słowa "akademicki" i "kalwinista" po
prostu do siebie nie pasują, podobnie jak nie można mówić o żywym
trupie. Kiedy dusza opuszcza ciało, następuje śmierć. Tak samo, kiedy
dusza kalwinizmu obumiera, pozostaje tylko cuchnące ścierwo.
I
Pamiętając o
powyższym wstępie, rozważmy teraz fragment z Pisma, wórym znajdujemy
relację o tym, jak Bóg czyni z człowieka kalwinistę. Przeczytajmy
szósty rozdział z Księgi Izajasza: "W roku śmierci króla Uzjasza
widziałem Pana siedzącego na tronie." Izajasz znał króla Uzjasza i
niejednokrotnie widział go na tronie, teraz jednak zobaczył prawdziwego
Króla. Ponownie mówi o tym w wierszu piątym: "Moje oczy widziały Króla,
Pana zastępów". Widział Go jako Króla zasiadającego na tronie:
"Widziałem Pana siedzącego na tronie wysokim i wyniosłym, a kraj Jego
szaty wypełniał świątynię. Jego orszak stanowiły serafy, z których
każdy miał po sześć skrzydeł, dwoma zakrywał swoją twarz, dwoma
zakrywał swoje nogi i na dwóch latał. Iłał jeden do drugiego: ‘Święty,
święty, święty jest Pan zastępów! Pełna jest wszystka ziemia chwały
Jego.’ I zatrzęsły się progi w posadach od tego potężnego głosu, a
przybytek napełnił się dymem. I rzekłem: ‘Biada mi! Zginąłem, bo jestem
człowiekiem nieczystych warg ipośród ludu nieczystych warg, gdyż moje
oczy widziały Króla, Pana zastępów.’ Wtedy przyleciał do mnie jeden z
serafów, mając w ręku rozżarzony węgielek, który szczypcami wziął z
ołtarza, i dotknął moich ust, i rzekł: ‘Oto dotknęło to twoich warg i
usunięta jest twoja wina, a twój grzech odpuszczony.’ Potem usłyszałem
głos Pana: ‘Kogo poślę? I kto tam pójdzie?’ Wtedy odpowiedziałem: ‘Oto
jestem, poślij mnie!’ A On rzekł: ‘Idź i mów do tego ludu: Słuchajcie
bacznie, lecz nie rozumiejcie, i patrzcie uważnie, lecz nie
poznawajcie! Znieczul serce tego ludu ijego uczy głuchotą, a jego oczy
ślepotą, aby nie widział swoimi oczyma i nie słyszał swoimi uszyma, i
nie rozumiał swoim sercem, żeby się nie nawrócił i nie ozdrowiał!’ I
rzekłem: ‘Dopókiż, Panie?’ Aodpowiedział: ‘Dopóki nie opustoszeją
miasta i nie będą bez mieszkańców, domy bez ludzi, a kraj nie stanie
się pustynią.’"
Oto opis
tego, jak Bóg czyni z człowieka kalwinistę, jak Bóg sprawia, że
człowiek postrzega wizję Bożego majestatu, która tak bardzo go zmienia,
że nigdy nie będzie już taki sam. To, co jako pierwsze uderzyło go w
tej wizji, to widok wzniosłego i wielkiego Boga zasiadającego na
tronie. Świętość Boga, Jego łaska iroztacza kręgi od Bożego tronu:
"Widziałem Pana siedzącego na tronie wysokim i wyniosłym." Możemy
powiedzieć, że mamy tu do czynienia z suwerenną świętością, a także
świętą suwerennością. To była suwerenna łaska i łaskawa suwerenność
zarazem. Ten widok Boga jako Króla wiele zmienił w życiu proroka.
Po pierwsze,
dał mu głęboką świadomość grzechu. "Biada mi! Jestem zgubiony. Rozbity.
Starty na proch." Kto to mówi? Czy jakiś włóczęga ciskający
przekleństwa pod adresem wszystkich, którzy wchodzą mu w drogę? A może
student, który pod płaszczykiem nowej moralności dał upust zwierzęcym
pasjom? Nie, to Izajasz, według świadectwa Pisma człowiek święty, mąż
Boży, którego z całą pewnością można by określić mianem przykładnego
chrześcijanina. Adoświadczył wizji Boga, która nim wstrząsnęła,
ujawniając wrodzone zepsucie jego serca i życia. Muszę przyznać, że Bóg
nigdy nie czyni złowieka kalwinisty, ukazując mu tylko swą chwałę i
majestat, a nie ukazując jednocześnie ludzkiego grzechu w świetle swej
suwerenności i świętości. Lecz Izajasz nie tylko zobaczył własną
grzeszność, ale również grzeszność swego pokolenia. Mówi:"Jestem
człowiekiem nieczystych warg", idodaje: "I mieszkam pośród ludu
nieczystych warg." Zów tego ludu, np. z 58 rozdziału Księgi Izajasza,
dowiadujemy się, że był on niezwykle religijny – codziennie składał
ofiary wświątyni. W pierwszym rozdziale czytamy, jak ludzie zpokolenia
Izajasza przynoszą ofiary i przestrzegają ustanowionych przez Boga
świąt. A jednak Bóg powiedział: "Co mi po mnóstwie waszych ofiar? (…)
Nie mogę ścierpieć świąt i uroczystości. (…) Choćbyście pomnożyli wasze
modlitwy, nie wysłucham was." Patrząc z zewnątrz moglibyśmy bardzo
wysoko ocenić religijność Izraelitów. Ale kiedy Izajasz doświadczył
wielkości Boga, to nie tylko ujrzał jak na dłoni własną grzeszność, ale
też grzeszność ziomków.
Po drugie,
doświadczenie Izajasza dało mu świadomość łaski i. Kiedy Izajasz zdaje
sobie sprawę ze swej nieczystości iw obliczu Boga, seraf bierze
rozżarzony węgielek z ołtarza – węgielek, który urasta do symbolu tego,
na podstawie czego Bóg przebacza grzechy. Seraf dotyka nim usta proroka
i oświadcza: "Usunięta jest twoja wina, a twój grzech odpuszczony." Oto
człowiek, który zrozumiawszy swą grzeszność, dziwi się temu, jak ktoś
taki jak on może ostać się w obliczu świętego Boga. W jego uszach słowa
przebaczenia stają się słowami, które napełniają go poczuciem
uniżoności, pochwycają iobezwładniają. Powodem, dla którego nie
doceniamy łaski, jest to, że nie doceniamy Bożego majestatu,
suwerenności i świętości. Wkrótkowzroczności dostrzegamy niewiele
więcej niż czubek własnego nosa. Izajasz ujrzał jednak, jak wielka
przepaść oddziela grzesznego człowieka od świętego Boga, a kiedy
dotknęła go łaska Boża rozciągnięta ponad tą przepaścią, stał się
człowiekiem, w którego życiu łaska wydała widoczny owoc.
Po trzecie,
w historii tej widzimy całkowite poddanie się Bogu. Po oczyszczeniu z
winy Izajasz usłyszał głos Boga: "Kogo poślę i kto tam pójdzie?"
Zwróćmy uwagę na reakcję proroka. Zobaczywszy Boga w Jego suwerenności
i świętości, a samego siebie w swej grzeszności, usłyszawszy słowa
łaski i przebaczenia, co człowiek może zrobić, kiedy słyszy głos Boga,
jeśli nie odpowiedzieć: "Oto jestem."? Nie ma wnic z dewocyjnego
paplania o ludzkim grzechu i potrzebach wwyrwania młodych ludzi z
samozadowolenia i stanu buntu przeciwko Bogu, by wyrzucili z siebie:
"Oto jestem." Jest to autentyczna reakcja człowieka, który zobaczył
Boga, usłyszał Jego głos i odpowiedział: "Oto jestem, poślij mnie!" Po
tym Bóg testuje szczerość tej deklaracji, a w Izajaszu widzimy
całkowite poddanie się woli Boga niezależnie od tego, jak dziwnie brzmi
w jego uszach nakaz Pana – jest to nakaz ogłoszenia Bożego sądu: "Idź i
mów do tego ludu: Słuchajcie bacznie, lecz nie rozumiejcie, i patrzcie
bacznie, lecz nie poznawajcie. Znieczul serce tego ludu." Inaczej
mówiąc: "Izajaszu, powierzam ci służbę znieczulania serc iłoszenia
sądu." Jaka jest odpowiedź proroka? Czy wzdryga się iówi: "O nie,
Panie, to nie fair. Nie powołuj mnie do takiej służby." Bynajmniej!
Izajasz odpowiada: "Dopókiż, Panie?" Innymi słowy: "Panie, masz
absolutne prawo, by posłać mnie do służby zatwardzania serc i
ogłaszania sądu. Ty jesteś Bogiem. Ty zasiadasz na tronie. Ja jestem
stworzeniem, które stoi przed Twoim tronem. Ty jesteś święty. Ja jestem
grzeszny. Cóż mogę uczynić, jak tylko uchwycić się Twojej woli
niezależnie od tego, jakie to będzie miało skutki?"
W ten sposób
Bóg czyni z ludzi kalwinistów. Tak czy inaczej Bóg daje wgląd w Jego
majestat, suwerenność i świętość i, że człowiek uświadamia sobie swoją
grzeszność iść swojego pokolenia. To z kolei prowadzi do doświadczenia
Bożej łaski, znajomości Bożego głosu i całkowitego poddania się Bożej
woli.
II
Chciałbym
jednak przestrzec przed nazywaniem się kalwinistą w oparciu o tę tylko
przesłankę, że twoje pragnienie logicznej spójności zostało zaspokojone
przez kalwińską dogmatykę. Czy widziałeś Boga? Czy zostałeś do Niego
pociągnięty? O to właśnie chodzi. Wspomnijmy na słowa B.. Warfielda:
"Kalwinista to człowiek, który ujrzał Boga." Określenie "dumny
kalwinista" jest z natury błędne. Skoro kalwinista to człowiek, który
widział wywyższonego na swym tronie Boga, to jest to też człowiek,
który został złamany przed Jego tronem jak Izajasz. Cielesny
kalwinista? Kolejny nonsens. Ten, który zasiada na tronie, to Święty,
który cieszy się społecznością z tymi, którzy odnoszą się do Niego we
właściwy sposób, jak do Tego, który jest Świętym i Królem. Czytamy o
tym w Księdze Izajasza 57:15: "Bo tak mówi Ten, który jest Wysoki i
Wyniosły, który króluje wiecznie, a którego imię jest ‘Święty’, lecz
jestem też z tym, który jest skruszony i pokorny duchem." Czym jest
skrucha? Jest reakcją grzesznika na Bożą obecność. A czym jest pokora?
Jest postawą sługi w obecności pana. Izajasz nigdy nie zapomniał tego
doświadczenia i dlatego mówi: "Ten wielki Bóg, który zamieszkuje na
wysokościach, jest ze skruszonym ipokornym duchem, aby ożywić ducha
pokornych i pokrzepić serca skruszonych."
Jeśli twoje
zrozumienie kalwinizmu doprowadziło cię do punktu, w którym cieszysz
się swoją wolnością i używasz jej jako wymówki dla rozwiązłości, to nie
jesteś biblijnym kalwinistą. Bóg czyni dziś ludzi kalwinistami w ten
sam sposób, jak czynił to za czasów Izajasza.
Nie ma prawa
nazywać się kalwinistą ten, kto jak papuga nauczył się powtarzać
stwierdzenia zapożyczone z reformowanej literatury. Taki człowiek musi
zadać sobie pytanie, czy Duch Święty udzielił mu tego poznania Boga,
które choć w minimalnym stopniu zaowocowało pokorą i skruchą. Czy
otrzymał od Boga dary i? Jeśli tak, to co z nimi zrobił. Czym się
wyróżnia? Jeśli Bóg udzielił mu darów iów intelektualnych bądź innych,
to musi uznać, że stało się tak tylko dlatego, że Ten, który jest
suwerenny, zechciał mu ich udzielić, iże jedyną różnicą między nim a
tym biednym opóźnionym w rozwoju dzieckiem, którego widok porusza
serce, jest to, że Bóg zechciał uczynić go innym. Człowiek, który stoi
w obliczu Boga zasiadającego na tronie, i który zobaczył i doświadczył
majestat Boga, rozpoznaje, że wszystko, co posiada, otrzymał w darze.
To nawet nie jego pokora sprawiła tę różnicę. Pokora jest tylko
skłonnością do szczerego wyznania: On jest Bogiem, a ja Jego
stworzeniem. Wszystko, co mam, pochodzi od Tego, któremu należna jest
chwała,ść i. Takie wyznanie zaowocuje poddaniem, które widzieliśmy u
Izajasza. To On zasiada na tronie. Nie do mnie należy władza, ale mam
przywilej znać i wykonywać Jego wolę. Czyż nie taka była reakcja
Izajasza? Pan zasiada na tronie. Ja jestem Jego stworzeniem. Cóż innego
mam powiedzieć, jak tylko: Oto jestem, Panie.
Cóż za
niewysłowiona rozkosz poznania i czynienia woli Boga, która przynosi
nie tylko pokorę i poddanie, lecz także prawdziwą skruchę, kiedy
dostrzegam, że wszelki grzech jest w gruncie rzeczy wyrazem buntu
przeciwko królewskiej władzy Boga. Nie kochałem Go z całego serca? To
też był wyraz mego buntu. Bóg wymaga i jest godzien mojej niczym nie
zmąconej miłości. Nie kochałem moich bliźnich jak siebie samego i dałem
tego wyraz nie okazując szacunku rodzicom, nie respektując praw
przysługującym innym ani ich czystości i świętości, ich dobrego
imienia? Jeśli przeanalizujemy wszystkie przykazania, to zobaczymy, że
pogwałcenie któregokolwiek z nich jest w gruncie rzeczy wyrazem buntu
przeciwko królewskiej władzy Boga. Wszelka pycha nie jest niczym innym,
jak tylko próbą przywłaszczenia sobie chwały należącej do Boga i
powiedzeniem: "O, Boże, pozwól mi wejść w kadr ić trochę uznania." Czy
nie jest to wyraz pychy – przewrotna próba zawłaszczenia chwały
należącej do Boga?!
Widok Boga
rodzi w człowieku z jednej strony pokorę, poddanie i skruchę, a z
drugiej wdzięczność za otrzymane zdrowie psychiczne i fizyczne, sprawny
umysł i, przede wszystkim, pewność, że Bóg zasiada na swoim tronie i
nic w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości nie sprawi, że Jego
tron zmniejszy się choćby o trochę. Jahwe króluje! Niech ziemia drży.
Pewność, niewzruszona pewność, i radość, niezależnie od tego, co jawi
się moim oczom! Wszystko w porządku, bo On króluje.
Czy Bóg
uczynił z ciebie kalwinistę? Nie pytam o to, czy czytałeś książki
Boettnera, Kuypera lub Warfielda i zostałeś kalwinistą. Pytam, czy Bóg
udzielił ci wizji swojej chwały. Czy wstrząsnął tobą? Czy w swej łasce
doprowadził cię do pokory, poddania, skruchy, wdzięczności, pewności i
radości? Dopiero to czyni człowieka kalwinistą. Jeśli tak, to ochotnie
powtórzymy:
Mój Boże, jak cudowny jesteś,
Twój majestat tak wspaniały!
Jak piękny jest Twój tron
Wśród jaśniejącej chwały.
O, jaka bojaźń ogarnia mnie,
Gdy o Tobie myślę.
Z nadzieją uwielbiam Cię,
Wylewając skruchy łzy.
Jak piękny i wspaniały
Musi być Twój widok,
W mądrości i mocy niezgłębiony
I niesamowicie czysty.
Moc zbawczej religii
Zwróćmy się
teraz ku kalwińskiej soteriologii, czyli tzw. doktrynom łaski. Już
wcześniej nadmieniłem, że skupimy się na biblijnym nauczaniu o
zbawieniu, zazwyczaj nazywanym kalwinizmem – jest nim wyznanie, że Bóg
zbawia grzeszników. Jaki wpływ ma ono na życie poszczególnych osób? Czy
kalwinizm, szczególnie w aspekcie soteriologicznym, jest stwierdzeniem,
że Bóg suwerennie okazuje zbawczą łaskę wybranym grzesznikom? Jeśli
tak, to w samym centrum kalwińskiego, i biblijnego, myślenia leży
przekonanie, że to Bóg podejmuje inicjatywę, że to On jest stroną
czynną, że Bóg jest tym, który działa. B. B. Warfield napisał: "Dlatego
kalwinizm zwraca się przede wszystkim przeciwko jakiejkolwiek formie
samozbawczej ideologii. Przede wszystkim musimy rozpoznać, że Bóg
posłał swego Syna, Jezusa Chrystusa, działającego przez Ducha Świętego,
jako prawdziwego Zbawiciela."
Z
kalwińskiego punktu widzenia grzesznik potrzebuje nie tyle
odpowiedniego bodźca lub wsparcia, by zbawić samego siebie, lecz
zbawienia jako takiego. Jezus Chrystus nie przyszedł na ziemię, by
zachęcać, doradzać, nalegać, zabiegać lub pomagać człowiekowi, by
zbawił sam siebie, lecz przyszedł, by zbawić grzeszników przez
wszechogarniające działanie Ducha Świętego. Oto kwintesencja
kalwińskiej soteriologii.
Skoro tak
jest, to u źródeł kalwińskiej soteriologii leży wyznanie, że Bóg zbawia
grzeszników. Towarzyszy mu zdecydowany sprzeciw przeciwko pomniejszaniu
znaczenia któregokolwiek ze słów zawartych w tym wyznaniu. To z kolei
znaczy, że prowadzi ono do dwóch bardzo praktycznych następstw w naszym
życiu.
I
Po pierwsze,
prowadzi do szczerej i opartej na Piśmie Świętym samooceny. Nie mówię
tu o nie biblijnej lub neurotycznej introspekcji. Sądzę ponadto, że
obawa przed neurotyczną introspekcją powstrzymuje wiele osób z
reformowanych kręgów przed szczerą i biblijną samooceną. Kiedy używam
określenia "biblijna samoocena", to mam na myśli to, o czym czytamy w
2. Liście do Koryntian 13:5: "Siebie samych badajcie, czy trwacie w
wierze; siebie samych doświadczajcie! Czyż nie wiecie o samych sobie,
że Jezus Chrystus jest w was? Chyba żeście odrzuceni.", czy też w 2.
Liście Piotra 1:10: "Dlatego, bracia, tym bardziej dołóżcie starań, aby
swoje powołanie i wybranie umocnić." Podobne słowa wielokrotnie
znajdujemy w Nowym Testamencie: "Niech nikt samego siebie nie
oszukuje.", "Niech was nikt nie zwodzi.", "Nie dajcie się zwieść." Jest
w nich mowa obowiązku badania samego siebie.
Nie trudno
zauważyć, jak samoocena pasuje do kalwińskiej koncepcji zbawienia.
Skoro Pismo stwierdza, że wszyscy, którzy są prawdziwie zbawieni, są
Bożym dziełem (Efezjan 2:10), to muszę zadać pytanie: Czy też jestem
tym dziełem? Nie chodzi tu o szczerość mojej decyzji, mojego
postanowienia lub jakkolwiek bym to nazwał. Chodzi o, czy Bóg coś we
mnie zmienił. Nie: Czy przyjąłem Jezusa? Lecz: Czy Jezus mnie przyjął?
Nie: Czy znalazłem Pana? Lecz: Czy Pan mnie znalazł?
Jeden ze
starych nauczycieli w Izraelu zwykł zadawać dwa pytania tym, którzy
chcieli zostać dopuszczeni do stołu Pańskiego lub członkostwa w zborze.
Pierwsze z nich brzmiało: "Co Chrystus uczynił dla ciebie?" Chciał
przez to zobaczyć, czy rozumieją, co jest obiektywną podstawą
akceptacji grzeszników przez Boga. Czy wiedzą, że tą podstawą jest
tylko i wyłącznie dzieło Jezusa Chrystusa. A kiedy już zobaczył, że są
oni świadomi tego, że zostali przyjęci przez Boga nie na podstawie
własnych uczynków, łez skruchy czy pokuty, lecz jedynie na podstawie
zasług Chrystusa, zadawał im drugie pytanie: "Co Chrystus uczynił
wtobie?" Wiesz, co Chrystus uczynił dla ciebie, a teraz powiedz mi,
czego dokonał w tobie. Zadawał to pytanie, gdyż wiedział, że człowiek
może posiadać wiedzę na temat tego, co Chrystus uczynił dla
grzeszników, lecz nie być zmienionym przez dzieło, które Chrystus
dokonuje w grzesznikach.
Idąc tym
tropem, chcę zadać jeszcze kilka pytań, by pobudzić wasze sumienia. Oto
pierwsze z nich: Czy widok zepsucia dokonanego w tobie przez grzech
poruszyło cię w takim stopniu, że możesz powiedzieć, że pierwsze dwa
błogosławieństwa z kazania na górze odnoszą się do ciebie? Tylko ci są
nazwami błogosławionymi, którzy dzięki działaniu Ducha Świętego zostali
tak przemienieni, że słusznie można o nich powiedzieć: "Błogosławieni
ubodzy w duchu, albowiem ich jest Królestwo Niebios. Błogosławieni,
którzy się smucą, albowiem oni pocieszeni będą." W jaki sposób Bóg
czyni człowieka prawdziwie szczęśliwym, błogosławionym? Po pierwsze,
sprowadza smutek na widok stanu, w jakim się znalazł z powodu grzechu.
Czym jest duchowe ubóstwo? Czy jest nim jakaś pseudo-duchowa próba
przekonania samego siebie, że jest się nędznym robakiem lub łotrem?
Bynajmniej! Duchowe ubóstwo jest skutkiem wglądu w stan, w jakim się
znajduję iącej z niego świadomości tego, że jestem niczym, nic nie mam
i nic nie mogę zrobić, by zaskarbić sobie zbawczą łaskę i przychylność
ze strony Boga. Duchowe ubóstwo wyrasta z przekonania, że Bóg równie
dobrze mógłby uczynić ze mnie wieczne świadectwo swojego sprawiedliwego
gniewu, skazawszy mnie na wieczne potępienie. Czy doświadczyłeś
świadomości tego? Jeśli nie, to mam wątpliwości co do tego, że Chrystus
jest twoim Zbawicielem, gdyż On powiedział, że nie przyszedł wzywać do
pokuty sprawiedliwych lecz grzeszników. Ubogi w duchu jest świadom
swego zepsucia przez grzech.
Możliwe jest
zgodzenie się z doktryną o totalnej deprawacji iśnie pozostanie tak
złym, pysznym i zadufanym w sobie jak sam diabeł. Czy wiesz, co to
wewnętrzne obnażenie, które daje świadomość duchowego ubóstwa i
przywodzi do świętego smutku, rozpoznania, że zgrzeszyłeś przeciwko
suwerennemu Bogu? Czy dotarłeś do punktu, wórym znienawidziłeś swój
grzech wystarczająco mocno, by zapomnieć o nim iprzylgnąć do Chrystusa?
Pewien pisarz wyraził to następująco: "Duch Święty zawsze rozpoczyna
grać melodię łaski od tonacji molowej." Rozpoczyna od przekonania nas o
potrzebie Zbawiciela. Czy dotarło do mnie to, że jeśli On nie
zainicjuje swego dzieła we mnie, to nigdy się ono nie dokona?
Oto kolejne
pytanie: Czy widać wżyciu owoc działania zbawczej łaski? A co jest tym
niezbitym dowodem na Boże działanie we mnie? Bez zawahania stwierdzę,
że wświetle Pisma Świętego takim dowodem jest świętość życia. Tzw. Pięć
Punktów Kalwinizmu zostało wyrażonych w formie negacji, co może być
nieco zwodnicze. Niemniej jednak nie możemy zmienić biegu historii
inauczyć się żyć z tak, a nie inaczej sformułowanymi Pięcioma Punktami.
Przyjrzyjmy się czterem ostatnim: bezwarunkowemu wybraniu, szczególnemu
odkupieniu (Chrystus umarł, by zbawić konkretnych ludzi), skutecznemu
powołaniu i zachowaniu przez Boga tych, którzy zostali powołani i
złączeni z Chrystusem. Na czym koncentrują się wszystkie te
stwierdzenia? Na objawieniu się cudownej łaski Bożej, jak czytamy ow
pierwszym rozdziale Listu do Efezjan. A w jaki sposób przejawia się ta
łaska? Przez odnowienie zepsutych przez grzech stworzeń iich na
podobieństwo Syna Bożego. Co jest celem wybrania? List do Efezjan tak
mówi: "W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy…" Co?
Chlubili się swoim wybraniem? Nie! Lecz, "abyśmy byli święci i
nienaganni przed obliczem Jego." Wybranie prowadzi do uświęcenia! Co
jest celem odkupieńczego dzieła Chrystusa? Zobaczmy, co napisał o tym
Paweł do Tytusa: "[On] dał samego siebie za nas, aby nas wykupić od
wszelkiej nieprawości iścić sobie lud na własność, gorliwy w dobrych
uczynkach." Umarł, by zyskać lud "gorliwy w dobrych uczynkach".
O skutecznym
powołaniu możemy przeczytać w takich fragmentach, jak te: "Wierny jest
Bóg, który was powołał do społeczności Syna swego Jezusa Chrystusa,
Pana naszego" (1. Koryntian 1:9). "Albowiem nie powołał nas Bóg do
nieczystości, ale do uświęcenia" (1. Tesaloniczan 4:7).
Doktryna o
skutecznym powołaniu łączy się z doktryną ozachowaniu i wytrwaniu
świętych. Jest nim wytrwanie na drodze uświęcenia i posłuszeństwa, gdyż
Pismo mówi: "Dążcie do uświęcenia, bez którego nikt nie ujrzy Pana"
(Hebrajczyków 12:14). "Jeżeli wytrwacie w słowie moim, prawdziwie
uczniami moimi będziecie ipoznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi"
(Jan 8:31-32). Widzimy zatem, że każdy element kalwińskiej nauki o
zbawieniu mówi o tym, że celem Bożego działania jest uczynienie sobie
świętego ludu.
Do czego
zostaliśmy przeznaczeni? "Tych, których przedtem znał, przeznaczył
właśnie, aby się stali podobni do obrazu Syna Jego" (Rzymian 8:29). A
skoro tak jest, to muszę zadać sobie pytanie, czy Bóg realizuje w moim
życiu ten cel. Wybrał mnie w Chrystusie, bym, zostawszy odkupionym w
czasie i powołanym w czasie, mógł również zacząć być uświęcanym w
czasie i by to dzieło zostało we mnie dokończone w wieczności.
Przeświadczenie o tym, że zostałem powołany do świętego życia i że
zostanę w pełni uświęcony w przyszłości, może być oparte tylko na moim
obecnym dążeniu do świętości. W gruncie rzeczy świętość jest
dostosowaniem się do objawionej woli Boga w myśli, słowie i czynie
przez moc Ducha Świętego i utożsamienie z Jezusem Chrystusem. Świętość,
pobożność – oto dowody na to, że Boże wybranie iłanie wydaje w moim
życiu owoc, którego wyrazem jest posłuszeństwo. To dlatego Jan napisał:
"Kto zachowuje Słowo Jego, wprawdziwie dopełniła się miłość Boża" (1.
Jana 2:5). Boża miłość działa i uwidacznia się w życiu tego, kto
zachowuje Słowo Boże. Czy widać w moim życiu, że trwam w społeczności
zprzez Jego Słowo? Przecież zostałem powołany do społeczności z Nim, a
jeśli tak, to nie będzie mi obce doświadczenie Jego obecności.
Czy wyznaję
wiarę w to, że jestem zachowany mocą Bożą? Jeśli tak, to zachowanie
mnie przez Boga musi przejawiać się w moim wytrwaniu. Jedynym dowodem
na to, że On mnie zachowuje jest to, że dzięki Jego łasce trwam w
wierze i dobrych uczynkach.
To jest
właśnie praktycznym następstwem kalwińskiej soteriologii. Zmusza ona do
zadania sobie takich właśnie pytań, które prowadzą ku szczerej i
biblijnej samoocenie. John Bunyan trafił wątkę pisząc w "Wędrówce
Pielgrzyma" o rozmowie Chrześcijanina i Wiernego z Gadułą (rozdział
XII). Gorąco zachęcam do jej uważnej lektury, gdyż Bunyan słusznie
pokazuje, że można posiąść intelektualne poznanie tego, że tylko Bóg
zbawia grzeszników i że zbawienie jest dziełem, w którym to Bóg zbawia
grzeszników, a jednak nigdy nie doświadczyć zbawczego działania Boga we
własnym sercu i życiu.
Rok temu
młody absolwent seminarium przyszedł do mnie, by porozmawiać o
problemach w służbie. Zadał mi pytanie: "Panie Martin, chciałbym zadać
proste pytanie. Czy wierzy pan w to, że został powołany do tego, by
jeździć po kraju i niepokoić ludzi?" Odpowiedziałem mu: "Moim
powołaniem nie jest jeżdżenie po kraju iludzi, lecz zwiastowanie całej
woli Bożej, która mówi między innymi o, że można być wyznawcą
prawdziwej doktryny, będąc jednocześnie zagubionym i dalekim od łaski
grzesznikiem. Przecież Pismo stwierdza: ‘Królestwo Boże zasadza się nie
na słowie, lecz na mocy.’ Ał napisał: ‘Ewangelia zwiastowana wam przez
nas, doszła was nie tylko w słowie, lecz także w mocy i w Duchu
Świętym, ią siłą przekonania.’ Ponadto, jak długo Ewangelia Mateusza
7:21-31 będzie częścią Pisma i jak długo będę mógł mówić, tak długo
będę wołał do kaznodziejów i przyszłych kaznodziejów, i wyznawców
chrześcijaństwa, że wielu powie kiedyś ‘Panie, Panie’, a Chrystus
odpowie im: ‘Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy
czynicie bezprawie’."
Nigdy nie
chciałbym być bezwiednym narzędziem w ręku szatana i podkopywać wiarę
prawdziwych dzieci Bożych, które mogą być podobne do bunyanjanowskich
postaci – panów Gotów-paść, Bojaźliwego i Mdłe Serce, którzy są w
drodze do Niebiańskiego Grodu, ale którzy borykają się z brakiem
pewności, wątpią i upadają. Nigdy nie wystąpiłbym w roli oskarżyciela
braci, by podkopywać ich wiarę. Ale też nie będę trzymał języka za
zębami, lecz powiem, że nie wystarczy przejąć pewną doktrynę –
kalwińską czy arminiańską. Chodzi o to: Skoro zbawienie jest Bożym
dziełem, to czy rozpoczął On swoje dzieło we mnie? Sądzę, że zbadanie
własnego serca w świetle tych doktryn zaowocuje szczerą i biblijną
samooceną.
II
W drugim rzędzie doktryny te zaowocują zdrowym i biblijnym dążeniem do praktycznej pobożności. Co składa się na to dążenie?
1. Święta
czujność i nieufność względem siebie samego. Czy na prawdę wierzę w to,
że z natury jestem tak zepsuty, że to Bóg musi zainicjować we mnie
dzieło zbawienia, i że pozostałości tego zepsucia, nawet po moim
odrodzeniu i zjednoczeniu z Chrystusem, są tak silne, że gdyby teraz
Bóg wypuścił mnie ze swej dłoni, to z powrotem doprowadziłyby mnie do
wszelkiej formy bezprawia znanego ludziom? Takie przekonanie sprawi, że
będę czujny i nieufny wobec siebie. Jeśli rozpoznam, że zepsucie, jakie
pozostaje we mnie, jest jak hubka, a pokusa jak iskra, to nie będę
flirtował z grzechem. A jeśli pochodzę zego środowiska, które
opracowało własną szczegółową listę grzechów, to kiedy odkryję słodką
prawdę o wolności sumienia, nie użyję jej jako przyzwolenia na grzech.
Rozpoznam, że jestem wolny w Chrystusie, ale nie zapomnę o skłonności
do grzechu iędę czuwał i modlił się.
2. Trwanie w
modlitwie. Czy zbawienie jest Bożym dziełem od początku do końca? Skoro
tak, to potrzebujemy Jego pomocy, której udziela tym, którzy o nią
proszą. On musi sprawić we mnie chcenie i, a ja muszę Go o to prosić.
Słowo Boże mówi o pięknej harmonii tych dwu: Bożej obietnicy uczynienia
czegoś w suwerenny i sposób połączonej z przykazaniem, by prosić o to,
co On obiecał uczynić. W 36 rozdziale Księgi Ezechiela, w którym
znajdujemy deklarację błogosławieństw nowego przymierza, Bóg zapowiada,
co uczyni (wiersze 25-36), ale zaraz potem (wiersz 37) mówi: "Oto
jeszcze dam się uprosić domowi izraelskiemu, aby im [to] uczynić". Bóg
tak to urządził, że w sercach tych, którym chce udzielić
błogosławieństw, wzbudza pragnienie tych błogosławieństw. Matthew Henry
wój prosty, skromny i ciekawy sposób, pisze: "Kiedy Bóg chce
błogosławić swemu ludowi, daje im skłonność do modlitwy o
błogosławieństwa, których chce im udzielić." Zatem, jeśli z wiarą
wyznaję, że Bóg zbawia grzeszników, nie tylko ich odradza, nie tylko
przyprowadza do pokuty i wiary, ale też zachowuje i doprowadza do
swojej chwały – jeśli to jest Jego dziełem, to niewątpliwie zaowocuje w
życiu trwaniem w modlitwie – nie tylko czujnością i nieufnością wobec
siebie samego, ale ciągłym wołaniem do Niego, by dokonał we mnie tego,
co obiecał. Bo czym w ostateczności jest modlitwa? Jest świadomym
wyznawaniem przed Nim mojej bezsilności. Prawdziwy kalwinista nie tylko
wyznaje, że łaska jest konieczna do odrodzenia, ale też że bez łaski
nie ma mowy o wytrwaniu, a jego wyznaniu towarzyszy modlitwa: "Nie wódź
mnie na pokuszenie, ale zbaw mnie od złego. Nie zdobędę nawet chleba na
dzisiaj, Panie, o ile Ty nie podtrzymasz mnie przy życiu i nie
pobłogosławisz pracy moich rąk – daj mi dziś mój chleb powszedni."
Owocem wyznawania doktryny, że Bóg zbawia grzeszników, jest zdrowe i
biblijne dążenie do pobożności, czujność, trwanie w modlitwie oraz…
3. Ufne
poleganie na Bogu, że dokona tego, co zamierzył. Czy, kiedy grzeszę,
Bóg mnie odrzuca? Nie! Słowo Boże mówi: "Bo choć sprawiedliwy siedem
razy upadnie, jednak znów się podniesie" (Przypowieści 24:16). Uznaję,
że moje posłuszeństwo nie jest przyczyną mojego usprawiedliwienia ani
pojednania z Bogiem, i dlatego zawsze zwracam się do Pośrednika Nowego
Przymierza. Piotr pisze w teraźniejszym o "zbliżaniu się do Niego" jako
o czymś, co stale robimy. Często słyszymy o tym, że ktoś przyszedł do
Chrystusa. Chrześcijanin jednak stale przychodzi do Chrystusa. W
dwunastym rozdziale Listu do Hebrajczyków czytamy: "Nie przystąpiliście
bowiem…", a potem znajdujemy listę rzeczy, które były znakami
towarzyszącymi Staremu Przymierzu, by w końcu dojść do fragmentu, który
mówi, o tym, że przyszliśmy do wszystkich błogosławieństw Nowego
Przymierza oraz do Jezusa, który jest pośrednikiem Nowego Przymierza.
"Jeśliby kto zgrzeszył, mamy orędownika u Ojca, Jezusa Chrystusa, który
jest sprawiedliwy" (1. Jana 2:1).
Czyż to nie
dlatego prawdziwy chrześcijanin nie popada w czarną rozpacz, gdy w jego
życiu ujawni się grzech? Każde obnażenie grzechu w jego życiu ponownie
przyprowadza go do Zbawiciela, a, co popycha go ku Zbawicielowi, czyni
Zbawiciela tym cenniejszym. Czy twoje życie jest kiedykolwiek milszą
wonnością dla Pana niż wtedy, gdy otrzymujesz pocałunek przebaczenia?
Grzech, nad którym bolejemy, na nowo popycha nas w ramiona Pośrednika
Nowego Przymierza, który jeszcze zanim nas powołał, znał wszystkie
nasze upadki, a jednak w swej łasce jako cierpiący arcykapłan stale
wstawia się za nami u Ojca, powołując się na swoje zasługi i przelaną
krew. Stąd bierze się ufne poleganie na Bogu, że dokona tego, co
zamierzył. W słabości pamiętam, że Chrystus stale się za mnie modli.
Sam powiedział do Piotra: "Szatan wyprosił sobie, żeby was przesiać jak
pszenicę. Ja zaś prosiłem za tobą, aby nie ustała wiara twoja." Nawet
kiedy Piotr zaparł się Jezusa, nie zaparł się wiary. Dzieło, które
rozpoczęła Boża dobroć, zostanie dokończone przez Jego mocne ramię.
Będzie je kontynuował aż do dnia Jezusa Chrystusa.
Jeśli ktoś
nazywa się kalwinistą i wyznaje kalwińską doktrynę, że Bóg zbawia
grzeszników, a jednocześnie nie przejawia żadnych oznak czujności,
trwania w wierze i ufnego polegania na tym, że Bóg w Chrystusie dokona
tego wszystkiego, co zamierzył i w swej łasce obiecał, to najwyraźniej
coś jest nie tak z jego deklaracjami. Słyszy się zarzuty, niektóre
uzasadnione, że są ludzie, szczególnie młodzi ludzie, którzy przyjęli
kalwinizm jako niepodważalny i doskonały system filozoficzny, a
jednocześnie popadli w pychę i wróciwszy do swoich świeckich szkół,
przeprowadzają zmasowane ataki na swoich wykładowców filozofii. Stali
się pyszni i próżni. Nie jest to prawdziwy kalwinizm, lecz jego
karykatura.
Co jest
praktycznym następstwem wyznawania kalwinizmu? Człowiek zobaczywszy
Boga, jest złamany, ale zrozumiawszy, że to Bóg zbawia grzeszników,
staje się ufny, oddany modlitwie, czujny, dąży do pobożności. Czy to
właśnie obserwujesz w swoim życiu? Może niektórzy z was, dla których to
wszystko jest czymś nowym, powiedzieli: Och, to całe gadanie doprowadzi
tylko do duchowego wyjałowienia. Ale tak nie jest! Gdyż są to prawdy
objawione w Bożym Słowie. Wierzę, że nimi są. Prowadzą do pobożności i
uświęcenia, które są odpowiedzią na wstawienniczą modlitwę naszego
Arcykapłana. Niech Bóg sprawi, że dokonają one tego w twoim i moim
życiu!
Tłumaczył Bogumił Jarmulak.
|